Thursday, April 02, 2020
#131 Over 6 months

We've been living in Germany for over 6 months already! And I can still remember our last 3 weeks in the Netherlands when I couldn't wait to move here. How time flies! Our town is surrounded by the woods and nature, unlike in Zaandam where we lived before. I really love it here :)

In the meantime, we've finished arranging the bathroom so I can finally show you what it looks like. I love it so much I could actually move in there :D

I also purchased some new plants before that whole coronavirus thing hit. And my plants got infected with those nasty bugs, thrips! I had to spray them all and put them into those trash bags to suffocate the bugs and I have no idea how many plants are actually gonna make it through :/ I'm prepared for the worst but still hoping for the best.

And we quit working with our employment agency and we're hopefully gonna start a new job after our holidays. We were supposed to go to Poland but we couldn't due to closed borders. So we decided to stay home and rest in this self-quarantine. We avoid people, try to grocery shop as rare as possible etc. I just hope that crap's gone soon.

But at the same time I am so insanely happy that I have nothing to do with my father anymore, that I don't have to live with him any longer. Because if I was stuck for weeks at home with him I'd go crazy! And I feel deeply sorry for all those who still have to live with their abusers during this difficult time and are stuck at home with them. And I know that I might have lost in the first instance court but I won in life because I managed to run from my abuser, although I made it the second time. It was 3,5 years ago. And my life only gets better ever since, well it has actually started when I ran. Even though it was not at all easy at the very beginning. I was so scared I wouldn't be able to cope because my father kept making me believe I was not going to. But I am coping better than ever and it's all over now :)

And so is going to be this virus. And we'll all get our lives back :)



Mieszkamy już w Niemczech ponad 6 miesięcy! A ja wciąż pamiętam nasze ostatnie 3 tygodnie w Holandii kiedy nie mogłam się doczekać przeprowadzki tutaj. Jak ten czas leci! Nasze miasto jest otoczone lasami i naturą, zupełnie inaczej niż w Zaandam gdzie mieszkaliśmy wcześniej. Naprawdę mi się tutaj podoba :)

W międzyczasie skończyliśmy też urządzać łazienkę, więc w końcu mogę pokazać Wam jak ona wygląda. Tak bardzo mi się tam podoba, że tak naprawdę to mogłabym w niej zamieszkać :D

Kupiłam też trochę nowych roślin, zanim koronawirus zaczął się rozprzestrzeniać. I na moich roślinach pojawiły się paskudne robale, wciornastki! Musiałam zrobić oprysk i popakować rośliny w worki by zadusić robactwo i nie mam pojęcia ile roślin z tego wyjdzie :/ Jestem przygotowana na najgorsze ale wciąż mam nadzieję na najlepsze.

A tymczasem zakończyliśmy współpracę z naszą agencją pracy i mamy nadzieję, że zaczniemy nową pracę po urlopie. Mieliśmy jechać do Polski ale nie możemy tego zrobić ze względu na zamknięte granice. Zatem zdecydowaliśmy się zostać w domu, odpocząć i zrobić sobie kwarantannę. Unikamy ludzi, rzadko robimy zakupy spożywcze itd. Mam nadzieję, że to dziadostwo niedługo minie.

Ale jednocześnie jestem niesamowicie wręcz szczęśliwa, że nie mam już nic wspólnego z moim ojcem i że nie muszę z nim już mieszkać. Bo gdybym utknęła z nim na wiele tygodni w domu to bym zwariowała! I naprawdę współczuję wszystkim tym, którzy wciąż muszą mieszkać wraz ze swoimi oprawcami w tym trudnym czasie i są zamknięci z nimi w domu. Bo ja sama może i przegrałam w sądzie pierwszej instancji ale wygrałam w życiu, bo udało mi się uciec od mojego oprawcy, chociaż udało mi się to dopiero za drugim razem. To już 3,5 roku. Od tego czasu w moim życiu jest już tylko lepiej, tak naprawdę to moje życie zaczęło się po tym jak uciekłam. Chociaż nie było wcale łatwo na początku. Bardzo bałam się, że sobie nie poradzę, bo w tym właśnie mnie utwierdzał mnie mój ojciec. Ale radzę sobie lepiej niż kiedykolwiek wcześniej i to wszystko jest już za mną :)

I tak samo będzie z tym wirusem. A my wszyscy odzyskamy z powrotem swoje życie :)



I purchased this jacket when we lived in Venlo by the end of 2017. I remember wondering if I should get it at all because I'm such a money saver nowadays but I have no regrets :P

A tę kurteczkę kupiłam sobie jak jeszcze mieszkaliśmy w Venlo pod koniec 2017 roku. Pamiętam, że bardzo zastanawiałam się nad tym zakupem, bo lubię teraz oszczędzać kasę ale nie żałuję :P 









It was such a nice and warm day :)

To był taki ładny i ciepły dzień :)


And this is our bathroom :)

A oto i nasza łazienka :)







I love this gray set of bathroom accessories. Previously we had a white regular Ikea set but this one looks way much better and it was more expensive obviously ;) But I only save money and barely spend it that I think I deserve it :)

Uwielbiam ten szary zestaw akcesoriów łazienkowych. Wcześniej mieliśmy taki zwykły biały z Ikei ale ten wygląda o wiele lepiej i był oczywiście droższy ;) Ale tylko cały czas oszczędzam i ledwie co wydaję, więc myślę, że sobie zasłużyłam :)


Once a week I take a long, relaxing bath with some nice bath salt and candles. I just love those evenings and I'm happy to have a bathtub again :D

Raz w tygodiu robię sobie długą, relaksującą kąpiel z jakąś solą do kąpieli i świeczkami. Uwielbiam te wieczory i jestem szczęśliwa, że znowu mam wannę :D 


Gynura aurantiaca :)


Monstera monkey mask :)


I bluszcze czyli nowe roślinki :) Mam nadzieję, że przetrwają!

And ivy plants that is new plant babies :) I hope they survive!


And we finally have a cooker with an oven! I am so excited! :D But I'll show you the rest of the kitchen in one of the next posts because it's not ready yet ;)

I w końcu mamy kuchenkę z piekarnikiem! Tak bardzo się cieszę! :D Ale pokażę Wam resztę kuchni w jednym z następnych postów, bo jeszcze nie jest gotowa ;)


Sunday, January 19, 2020
#130 I lost a battle but the war is still on.

By the end of last month, I learned that my father had been acquitted in a case of long-term physical and mental abuse. Of course it wasn't a nice message to say the least. However, such judgments are, as it turns out, a standard in the Polish judiciary. However, the fight continues, although I feel that not only justice now but, above all, safety for me and my mother will have to be wrenched. I don't want to write that much about it here. Of course I'll keep you posted but I wanna focus on my brand new life in the first place. Therefore I started this page: Ofiary Przemocy Bez Pomocy, that stands for "Violence Victims Without Help" because that's what victims of domestic violence face in Poland - no help whatsoever. At least in most cases. It's where I'm gonna write about all that and other domestic abuse victims.

In the meantime we went for a walk in our town, the first one since we moved to Germany. We didn't have time for walks before because we were busy working 6 days a week and arranging the apartment. I didn't want to go but the weather was so nice that I forced myself to. But I have no regrets :) You can see my crochet scarf in the pics, I also showed it here while I was in the middle of crocheting it and I showed it here when it was ready :)



Pod koniec zeszłego miesiąca dowiedziałam się, że mój ojciec został uniewinniony w sprawie o wieloletnie fizyczne i psychiczne znęcanie się. Oczywiście nie była to miła wiadomość, delikatnie mówiąc. Aczkolwiek takie wyroki to, jak się okazuje, jest standard w polskim sądownictwie. Walka jednak trwa nadal, chociaż czuję, że nie tylko sprawiedliwość ale teraz przede wszystkim i bezpieczeństwo dla mnie i dla mamy trzeba będzie sobie wyszarpać. Nie chcę o tym zbyt dużo tutaj pisać. Oczywiście będę Was informować na bieżąco ale przede wszystkim chcę się skupić na moim nowym życiu. Dlatego też założyłam tę stronę: Ofiary Przemocy Bez Pomocy, czyli jak sama nazwa wskazuje, temu właśnie ofiary przemocy domowej w Polsce stawiają czoła - znikąd żadnej pomocy. Przynajmniej w większości przypadków. Tam będę pisać o tym wszystkim a także o innych ofiarach przemocy w rodzinie.

W międzyczasie poszliśmy na spacer w naszym mieście, po raz pierwszy odkąd przeprowadziliśmy się do Niemiec. Nie mieliśmy wcześniej czasu na spacery, bo pracowaliśmy po 6 dni w tygodniu i urządzaliśmy mieszkanie. Nie chciało mi się nigdzie iść ale była tak piękna pogoda, że zmusiłam się do tego. Ale nie żałuję :) Na zdjęciach widzicie moją szydełkową chustę, pokazywałam ją także tutaj gdy byłam jeszcze w trakcie robienia jej i możecie ją też zobaczyć tutaj jak już była gotowa :)






Wrocław eco bag by Andrzej Tylkowski <3

Eko torba wrocławska Andrzeja Tylkowskiego <3







My hubby got me a consolation plant <3 

Mężu kupił mi roślinkę na pocieszenie <3 



And I got myself another one :) 

To dokupiłam sobie drugą :) 



And another one ;)

I kolejną ;)


And yet another one :)

I jeszcze kolejną :)


And I purchased this one when we were in Poland for a weekend in the middle of December :)

A tą kupiłam jak byliśmy w połowie grudnia na weekend w Polsce :)


I'm preparing a weekend breakfast :) We don't have a cooker yet because we had to make money for it since arranging the apartment cost us quite a lot, more than we expected because the old washing machine broke (the used one that my mom purchased before we moved in), so we had to get a new one in the first place. When my mom moved in to this apartment it was completely empty. It only had a toilet, bathtub and a sink. I'm glad that our used fridge is still working though :) So the kitchen and all the furniture are brand new and we've had this one burner for months now. But it's going to change soon because we just ordered a cooker with an oven :D I wanted to bake gingerbread cookies for Christmas and it didn't work out because we didn't have an oven but this year my another little dream will come true <3 I wanted to bake those when we were still living in a hotel but in hotels, mostly, there are no ovens because they use too much power :/ Gosh, that's why I'm so happy we no longer have to live in a hotel :D We still don't have a few things like chandeliers or curtains because we need to save more money but we'll get them one day eventually :)

Pichcę sobie weekendowe śniadanko :) Nie mamy jeszcze kuchenki bo musieliśmy na nią zarobić jako, że urządzanie mieszkania trochę nas kosztowało, więcej niż zakładaliśmy, bo zepsuła nam się stara pralka (używana, którą moja mama kupiła zanim się wprowadziliśmy), więc musieliśmy najpierw kupić nową pralkę. Kiedy moja mama wprowadzała się do tego mieszkania to było ono zupełnie puste. Była tylko ubikacja, wanna i umywalka. Cieszę się jednak, że nasza używana lodówka wciąż działa :) Zatem kuchnia i wszystkie meble są nowe i od miesięcy mamy tylko ten jeden palnik. Ale to się już wkrótce zmieni, bo zamówiliśmy właśnie kuchenkę z piekarnikiem :D Chciałam upiec pierniczki na święta i nie wyszło, bo nie mieliśmy właśnie piekarnika ale w tym roku moje kolejne małe marzenie się spełni <3 Chciałam upiec pierniki kiedy jeszcze mieszkaliśmy w hotelu ale w hotelach przeważnie nie ma piekarników, bo zużywają za dużo prądu :/ Dlatego tak się cieszę, że nie musimy już mieszkać w hotelu :D Wciąż nie mamy kilku rzeczy jak żyrandole czy firanki, bo musimy jeszcze odłożyć trochę pieniędzy ale w końcu kiedyś się je kupi :)


 Breakfast is served :)

Podano śniadanie :)


And this is my crochet bag that I started while we were on vacation :) It waited a few months for finishing and I'm having a hard time now so this is how I cope, intensively creating.

A to jest moja szydełkowa torba, którą zaczęłam robić na wakacjach :) Czekała kilka miesięcy aż ją skończę a że teraz mam cięższe chwile to tak sobie z nimi radzę, intensywnie tworząc.


I already started another one but in opposite colors :)

Już zaczęłam robić kolejną, tylko w odwrotnych kolorach :)


My favorite crochets, I guess I already have all the sizes of these :)

Moje ulubione szydełka, mam już chyba wszystkie rozmiary z tej serii :)


We put a Christmas tree and all the ornaments in a basement yesterday and I could finally hang my cotton ball lights on the wall :) This couch is my favorite spot in the apartment. It's so cozy and warm under my merino blanket ;)

Rozebraliśmy wczoraj choinkę i schowaliśmy wszystkie świąteczne ozdoby do piwnicy i w końcu mogłam powiesić swoje cotton ball lights na ścianie :) Ta kanapa to moje ulubione miejsce w mieszkaniu. Jest tak wygodnie i cieplutko pod kocem z merynosów ;)

Sunday, December 22, 2019
#129 Finally home :)

As you can see I made some changes on the blog ;) I mean it wasn’t really me but my best friend, thak you sis, I don’t know what would I do without you! :*

And time passes by so quickly! It’s been almost 3 months since we moved to Germany from the Netherlands and I can finally show you our living room :) I waited a bit with it because I wanted it to be just perfect and I had to bring some stuff from Poland to make it exactly the way I wanted it to be ;) Like grey&white cotton ball lights and the merino blanket. Now the room looks just right :D I am so in love with it you have no idea! Especially that I’m a homebody and I enjoy staying home :)

And Christmas is right around the corner :D I remember crying over one year ago that we’d have to spend another Christmas in a hotel because we had to move out of the private room that we rented since the owners that we lived with, turned out to be frauds. Then, when we moved to a hotel, our colleague offered us taking care for her cat for Christmas because she and her family were going to Poland and I invited my mom to her place :) And after the new year's we were supposed to move in to another rented room but on the Christmas Eve the landlord called us that we can't move in because he had this bank inspection at his home (you can't rent if you have a loan for an apartment / a house in the Netherlands). Too bad he already rented one of the rooms. Well, now we think it was just a lie and he didn't really want us there and wanted to stay alone with his female roommate, whatever...

Little did I know that a year from those events we would have our own rented apartment in Germany! That was totally unexpected. I mean we thought about an option of moving here but in fact we were planning our future in the Netherlands by trying to get a social apartment in a few years or something. But well, I’m happy it didn’t work out tho ;) I believe it was meant to be :)

I also remember Christmas two years ago. We spent that time in a hotel for workers. You can read about it here. It was lonely and I remember walking down the street watching people’s Christmas trees in windows and it hurt me so bad, not having a place to live, being homeless. Even now, when I think about it my eyes well up with tears. And 2 years later, we have our own Christmas tree! Our own living room that I arranged in grey and white, our own bathroom and kitchen :D And that’s the moment when I wipe my tears but these are the tears of joy :) Because I know how much we’ve been through and how hard we’ve worked to get here. I am even excited for our first brand new washing machine and a vacuum cleaner that we’ve purchased for this apartment. You have no idea how happy I am about it all! :) We’re home, finally!

Normally my husband takes pictures of me but these photos were taken by me ;) And I wish you Merry Christmas and a happy new year :) I also wish you health, because that's what the most important, a lot of happiness and joy in every single day, a true passion to fill and enrich your life and whatever you may dream about to come true :)



Jak widzicie na blogu zaszło trochę zmian ;) Tzn. to nie ja ich dokonałam tylko moja najlepsza przyjaciółka, dziękuję Ci sis, nie wiem co bym bez Ciebie zrobiła :*

A czas mija tak szybko! Minęły już prawie 3 miesiące odkąd się przeprowadziliśmy do Niemiec z Holandii i w końcu mogę Wam pokazać nasz salon :) Trochę z tym czekałam, bo chciałam, żeby było idealnie i musiałam przywieźć trochę rzeczy z Polski by było dokładnie tak jak chciałam ;) Mam tutaj na myśli szaro-białe światełka i koc z merynosów. Teraz wygląda to tak jak powinno :D Nawet nie macie pojęcia jak bardzo uwielbiam to jak wygląda ten pokój! Szczególnie, że jestem domatorką i lubię siedzieć w domu :)

A zaraz będą święta :D Pamiętam jak rok temu płakałam, że spędzimy kolejne święta w hotelu, bo musieliśmy się wyprowadzić z pokoju, który wynajmowaliśmy, jako, że właściciele z którymi mieszkaliśmy okazali się być oszustami. Wtedy, gdy wprowadziliśmy się do hotelu, nasza koleżanka z pracy zaoferowała nam opiekę nad swoim kotem na święta, bo sama wraz z rodziną jechała do Polski a ja zaprosiłam do jej mieszkania swoją mamę :) A po nowym roku mieliśmy się wyprowadzić do kolejnego wynajmowanego pokoju ale w Wigilię właściciel zadzwonił do nas, że nie możemy się wprowadzić, bo miał w domu kontrolę z banku (nie możesz wynajmować jeśli masz dom lub mieszkanie na kredyt w Holandii). Szkoda tylko, że jeden pokój już wynajmował. Teraz myślimy, że po prostu wcisnął nam kit i tak naprawdę to on nas tam wcale nie chciał, tylko wolał zostać sam ze swoją współlokatorką ale dobra.

Nie miałam pojęcia, że rok później będziemy sami wynajmowali mieszkanie w Niemczech! To było zupełnie nieoczekiwane. To znaczy braliśmy pod uwagę przeprowadzkę tutaj ale w rzeczywistości to planowaliśmy naszą przyszłość w Holandii starając się o mieszkanie socjalne za kilka lat czy coś w tym stylu. Ale no cóż, cieszę się, że nie wyszło ;) Wierzę, że tak miało być :)

Pamiętam też Boże Narodzenie dwa lata temu. Spędziliśmy je w hotelu pracowniczym. Możecie przeczytać o tym tutaj. Czuliśmy się samotnie i pamiętam jak szłam ulicą obserwując przystrojone choinki w oknach i bardzo mnie to bolało, że nie mamy swojego miejsca, że nie mieliśmy domu. Nawet teraz gdy o tym myślę to chce mi się płakać. A dzisiaj, 2 lata później mamy swoją własną choinkę! Nasz własny salon, który urządziłam na szaro-biało, naszą łazienkę i kuchnię :D I to jest chwila gdy ocieram łzy ale tym razem są to łzy radości :) Bo wiem ile musieliśmy przejść i jak ciężko musieliśmy na to wszystko pracować. Cieszę się też z naszej pierwszej nowej pralki i odkurzacza, które kupiliśmy do tego mieszkania. Nie macie pojęcia jak bardzo jestem szczęśliwa! :) Jesteśmy w domu, nareszcie!

Normalnie to mój mąż robi mi zdjęcia ale fotki do dzisiejszego posta zrobiłam sama ;) A Wam życzę Wesołych Świąt i szczęśliwego nowego roku :) Życzę Wam także zdrowia, bo to najważniejsze, dużo szczęścia i radości w każdym pojedynczym dniu, prawdziwej pasji, która wypełni i wzbogaci Wasze życie i cokolwiek pragniecie, żeby się Wam spełniło :)





When I was taking these I had no idea they would be so good that they'd end up being all of my profile photos ;)

Kiedy robiłam te zdjęcia to nie myślałam, że wyjdą aż tak dobrze, że dam je na wszystkie możliwe profilowe ;)











The plants behind the Christmas tree are mostly the ones that will go back to the windowsill in the spring. Among these there are 3 cacti that we've purchased in Ikea 5 years ago, at the beginning of our relationship :) Did I mention that we've also bought most of these furniture in Ikea? I love that store! :D

Rośliny za choinką to w większości te, które wiosną powrócą na parapet. Wśród nich są 3 kaktusy, które kupiliśmy w Ikei 5 lat temu, na początku naszego związku :) Wspominałam już, że większość z tych mebli była także kupiona w Ikei? Uwielbiam ten sklep :D


I love it that I could finally put my plants on the shelves, I've waited for that for such a long time! :)

Ubóstwiam to, że mogłam w końcu położyć rośliny na półkach, tak długo na to czekałam! :)


A drawing by Andrzej Tylkowski :) A long time ago me and my hubby promised to each other that one day when we're "on our own" we're gonna hang Tylkowski's drawing on the wall. It was a different one (a furiously red one :P) that we wanted then but this piece matched the decor a lot better ;) However, this is another goal that we've achieved therefore this drawing is very important to us :) It's called: "Men are from Mars, and women are from Venus" so as you can see it's just perfect for us ;)

Rysunek Andrzeja Tylkowskiego :) Dawno temu obiecaliśmy sobie z mężem, że gdy będziemy już "na swoim" to powiesimy na ścianie rysunek Tylkowskiego. Wtedy chcieliśmy inny (wściekle czerwony :P) ale ten bardziej pasuje do wystroju ;) Niemniej jednak to jest nasz kolejny osiągnięty cel, zatem ten rysunek jest dla nas bardzo ważny :) Jego tytuł to: "Mężczyźni są z Marsa, a kobiety z Wenus", więc sami widzicie, że pasuje do nas idealnie ;)


Our very first Christmas tree, a long awaited one! :D And since we're a little broke after arranging the apartment it was our Christmas gift for one antoher, including the decorations except for the lights because I've had these for years ;)

Nasza pierwsza, długo wyczekiwana, choinka! :D I jako, że się trochę spłukaliśmy na urządzanie mieszkania to jest to nasz prezent świąteczny dla siebie nawzajem, włączając w to wszystkie ozdoby poza światełkami, bo te mam już od lat ;)


And our previous "Christmas tree" when we were still living in a hotel ;)

I nasza poprzednia "choinka" jak mieszkaliśmy jeszcze w hotelu ;)




I had a different Christmas mug but that one turned out to be too big for me so I purchased 2 new ones (that match the decor better :P) in Poland :) And the candle holders I bought 5 years ago in Ikea ;)

Miałam inny kubek świąteczny ale okazał się być dla mnie za duży, więc kupiłam 2 nowe (które lepiej pasują do wystroju :P) w Polsce :) A świeczniki kupiłam 5 lat temu w Ikei ;)


All my favorites in one picture :D Winter socks (a gift from my hubby from 5 years ago ;)), cotton ball lights and merino blanket (this year's b-day gifts from my beloved), crochet, merino wool and of course a green tea :D How can you not love winter? :)

Wszystko to co lubię najbardziej na jednym zdjęciu :D Zimowe skarpetki (prezent od mojego męża sprzed 5ciu lat ;)), światełka i koc z merynosów (tegoroczne urodzinowe prezenty od ukochanego), szydełko, wełna z merynosów i oczywiście zielona herbata :D I jak tu nie kochać zimy? :)